Wspomnienia
Księga adresowa Polski 1929 Wspomnienie Perry Eismana Szczebrzeszyńscy duszpasterze U progu wielkiej wojny - 1914 ZHP w Szczebrzeszynie w latach 1944-1949 Jak Stanisław Kiewlicz pracował w Szczebrzeszynie Leon Bibel Wspomnienia Franciszki Boryty Opowieści ze sztetlaWspomnienia Franciszki Boryty
Artykuł dotyczący Franciszki Boryty pochodzi z wydanej w 1996 roku nakładem Wydawnictwa POLIHYMNIA książki zawierającej wspomnienia Franciszki Boryty 'Baśnie-Wspomnienia-Opowieści'. Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Jan Adamowski.'
Franciszka Boryta urodziła się 5 marca 1920 roku we wsi Błonie pod Szczebrzeszynem (dziś jest to część miasteczka), zmarła zaś w lutym 2000 roku. Była poetką, członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
Poniżej zamieszczam fragmenty III rozdziału książki p.t. 'Jak dawniej leczono ludzi i zwierzęta'. Zachowano oryginalne słownictwo autorki.
SPALANIE RÓŻY
To było w ten sposób. Kiedy chory miał jakieś owrzodzenia czy opuchlizne na twarzy, czy poczerwienione oczy - nieraz tak, że nie móg patrzyć, to mnie wołali:
- Chodź, to spalisz róże, tam mamie, czy tatowi, jakiejś dziewczynie, czy komuś. Przyjdź, to spalisz róże!
No ji ja poszłam. Zrobiłam trzy krzyże ze lnu. Te krzyże położyłam na stole - każdy osobno. Następnie chory musiał przechylić głowe, na te strone bolące. Położyłam ścierke, lniana musiała być ścierka i na tej ścierce położyłam pierwszy krzyż. Mówiłam Zdrowaś Maria i Chwała Ojcu i w czasie modlitwy zapalałam zapałko ten krzyż. Gdy mówiłam Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu przeżegnało się chorego i na koniec sie chuchneło, i te pyłki leciały w góre.
Późni te ścierke zbierało sie za cztery rogi i chory musiał jo trzymać na bolącym miejscu, bo tak to miejsce wygrzewał.
Jak sie spaliło pierwszy krzyż, to sie kładło następny i znowu pacierz, przeżegnało sie... I tak te same czynności powtarzało sie trzy razy.
Zabieg powtarzało sie kilka razy - codziennie i zawsze po zachodzie słońca, na noc. I już nawet na drugi dzień choremu było lepiej. Ale używana ścierka musiał być biała.
ZIOŁA NA PODCIĄGNIĘCIE (ZRUSZENIE) ŻOŁĄDKA
Dziurawiec, kurze ziele, macierzanka i piełun. Tak kazdego tego ziela suszonego po trszku, ile tam sie uważało i do wódki (ćwiartka) te zioła sie wkładało. Zmoczyło sie te zioła - żeby z tydzień postało. I to sie piło.
Jakie to było dobre na podciągnięcie żołądka! To sie widziało, że samo grzeje. To widać było jak to sie wszystko podnosiło samo w góre cały ten żołądek.
I tym sie leczyło.
Bo nawet przekonałam sama sobie. Niosłam drzewo do suszarni i rozwiązała mi sie płachta. I ja tak późni to drzewo na siebie zarzuciłam. Wtedy złapały mnie straszne boleści. I sąsiadka dała mi tego sie napić. Tak, że mi sie zaraz uspokoiło. Raz wypiłam tego kieliszek, późni drugi raz mi dała i późni to sama robiłam.
Jakie to było dobre na podciągnięcie żołądka! To sie widziało, że samo grzeje. To widać było jak to sie wszystko podnosiło samo w góre cały ten żołądek.
I tym sie leczyło.
Bo nawet przekonałam sama sobie. Niosłam drzewo do suszarni i rozwiązała mi sie płachta. I ja tak późni to drzewo na siebie zarzuciłam. Wtedy złapały mnie straszne boleści. I sąsiadka dała mi tego sie napić. Tak, że mi sie zaraz uspokoiło. Raz wypiłam tego kieliszek, późni drugi raz mi dała i późni to sama robiłam.
PRZELEWANIE JAJKA - NA PRZESTRACH
Na szklanke z wodo położone so na krzyż zapałki. I to białko z jajka (żółtko nie, żółtko sie odbiera) sie lało przez te zapałki. I co sie wylało na wodzie (jaka figura) w ty szklance, to było to. Jak sie wylał tam jakiś pies, no to sie przestraszyło psa...
I potem sie ucinało dziecku włosy i spalało sie.
RÓŻNE SPOSOBY ODCZYNIANIA UROKÓW
Przyszła jedna kobieta z Kawęczyna, bo tu umar sąsiad, a on też był z Kawęczyna. A teściowa przyprowadziła jo tu. Zobaczysz - mówi mojego wnuka. I ona przyszła i tak sie popatrzyła na niego może chwileczke. Dziecko piszczy. I to piszczy tak, że aż sie zachodzi. Nie możemy wprost uspokoić. I ta bierze na ręce. Nic nie pomaga temu dziecku.
I ona wyszła z teściowo. Ale teściowa wróciła i mówili, że ona ma takie oczy niedobre.
W koñcu teściowa mówi:
Weź go rozblerz i koszule mu rozedrzyj. Koniec koszuli rozedrzyj i weź na wywrót ubierz go z powrotem. Nałóż mu te koszulke.
I ja tak zrobiłam. I może ja wiem ile to bawiło, dziesięć minut może, dziecko sie uspokoiło.
Teściowa mówi:
- Przelej jeszcze przez klamki wode i daj mu sie jej napic.
A to sie brało tak o. Dwie szklanki - jedna pod klamko u drzwi, a druga z wodo nad klamko. Z tej drugiej wylewało sie wode, która spływała po klamce i ściekała do szklanki trzymanej niżej. Tak przelewało sie trzy razy.
Ja tak zrobiłam. Przelałam i dałam sie napić zaraz jak dziecko płakało. Dziecko sie uspokoiło.
Dawno jeszcze robili tak. A było to na porządku wprost dziennym. Brało sie ubranie ślubne panny młody i tym ubraniem okrywało sie dziecko. I to też trzy razy.
I to niby miało pomagać od uroku.
Więcej opisów obrzędów ludowych z okolic Szczebrzeszyna początku XX wieku znajdziecie w książce: 'Franciszka Boryta BAŚNIE-WSPOMNIENIA-OPOWIEŚCI'. Biblioteka 'Dziedzictwo' przy Stowarzyszeniu Twórców Ludowych. Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o., Al. Róż 17, 20-809 Lublin, tel 746-97-17
Szczebrzeszyn.net Serwis internetowy poświęcony historii miasta Szczebrzeszyn. |
NEWSLETTERChcesz dostawać od nas informacje,wyślij swój e-mail. |

